Wielki koniuszy polskiego filmu 2021

WIELKI KONIUSZY POLSKIEGO FILMU  ROSA PP 2021

Prace nad nią trwały długo, ale nareszcie jest. Ukazała się najnowsza, jedenasta już, książka Piotra Dzięciołowskiego „Wielki koniuszy polskiego filmu”. rzecz o Tomaszu Biernawskim, wybitnej postaci rodzimej kinematografii. O człowieku od filmowych koni, kostiumów, militariów, o konsultancie scen jeździeckich, scenografie, aktorze, statyście.
Bohater książki pracował m.in. dla Jerzego Hoffmana, Jerzego Kawalerowicza, Stevena Spielbrega, Andrzeja Żuławskiego. To dzięki pracy Tomasza Biernawskiego, jego ogromnej wiedzy, koniom i ludziom na filmowych planach żyło się i żyje lepiej.
Piotr Dzięciołowski nakreślił wielobarwny portret tej wyjątkowej postaci nie tylko na podstawie przeprowadzonych z bohaterem dziesiątek rozmów. Głos oddał także najbliższym Tomasza Biernawskiego, jego przyjaciołom, współpracownikom. Opowiadają o nim m.in. Ewa Braun, Henryk Sawka, Małgorzata Potocka, Michał Wojnarowski, Andrzej Żółkiewski.
Bogusław Linda zwraca np. uwagę na talent kulinarny Tomasza Biernawskiego: świetnie gotuje. Przyrządza maślankę z sokiem z ogórków z pieprzem i solą. Fantastyczny napój, zwłaszcza po przejażdżce. A konno jeździ rewelacyjnie. Nie znam drugiego gościa, który miałby tak wspaniały dosiad. Z kolei Daniel Olbrychski mówi o Biernawskim: chodząca encyklopedia – i dodaje – lubię słuchać jego jeździecko-historycznych opowieści popartych głęboką wiedzą, ale także bogatym doświadczeniem praktycznym, nawet kowbojskim.
„Wielki koniuszy polskiego filmu” to opowieść o człowieku od koni i broni na dziesiątkach planów filmowych, w tym największych naszych produkcjach, o jego bezkompromisowym podejściu do prawdy historycznej i bezpieczeństwa bohaterów filmów, o jego miłości do koni. Książka adresowana jest nie tylko do koniarzy, ale w równym stopniu do pasjonatów filmu. Serdecznie polecam.

 Ewa Jaworska

 Tak o książce na swoim blogu HipoLogika pisze Marek Szewczyk:

(...) Jej bohaterem jest Tomasz Biernawski, człowiek, który pracował przy wielu filmach jako konsultant od scen z udziałem koni, od militariów, od kostiumów wojskowych. No właśnie od „kostiumów”, bo nie tylko o mundury chodzi. Występował też w innych rolach: jako scenograf, dekorator, statysta, a nawet aktor.
Przeczytałem tę książkę jednym tchem, a najbardziej zaskoczył mnie jeden fakt. Ciekawe, czy dla  Państwa też to będzie zaskoczeniem? Liczba polskich filmów bądź seriali (bo głównie to rodzima produkcja), w których „grały” konie. Jest ich blisko 70! Oczywiście filmów, w których były „końskie sceny”, jest więcej, ale aż 70 jest tych, przy których pracował „wielki koniuszy polskiego filmu”. Imponujący dorobek.
Tytuły wielu z nich zapewne nic Państwu nie powiedzą, podobnie jak mnie, ale kto nie widział takich jak: „Hubal”, „Królowa Bona”, „Austeria”, „Lista Schindlera”, „Ognie i mieczem”, „Quo Vadis” czy „1920 Bitwa Warszawska”.
A z każdym z tych bardzo znanych i mniej znanych filmów związana jest jakaś ciekawa historyjka, smaczna anegdota, opowiedziana czy to przez głównego bohatera, czy też inne osoby albo ze świata filmowego, albo ze świata „końskiego”. Ewa Braun, Bogusław Linda, Daniel Olbrychski, Małgorzata Potocka, Izabella Scorupco, Andrzej Szenajch – to niektóre o osób z tego pierwszego zbioru, a Jerzy Celiński, Bogdan Czarnik, Włodzimierz Kario, Andrzej Kostrzewa, Marek Zaleski – z tego drugiego.
Bohaterami anegdot są też konie – najczęściej bezimiennie. Ale jeden  - Kabar – czyli nieduży koń rasy kabardyńskiej – ma w tej książce szczególne miejsce. Nie tylko dlatego, że był ukochanym koniem Tomasza Biernawskiego, ale także dlatego, że służył wielu innym ludziom, dostarczając im radości z dosiadania go (Katarzyna Boniecka) czy satysfakcji z sukcesów sportowych – np. w konkursach w damskim siodle, kiedy dosiadała go Edyta Mikołajewska. Poza tym Kabar zagrał w kilku filmach, a dosiadały go nie byle jakie postaci – np. hetman Bohdan Chmielnicki, czy Helena Kurcewiczówna w „Ogniem i mieczem”.
Tomasz Biernawski jest też zbieraczem, a jego kolekcja sprzętu jeździeckiego jest olbrzymia. Olbrzymia jest też jego wiedza na temat tego,  w jaki sposób konie były kiełznane, siodłane i użytkowane w różnych epokach w i różnych częściach naszego globu. Jak to sugeruje jedna z osób, z którymi rozmawiał Piotr Dzięciołowski, ta wiedza powinna być wykorzystywana, np. w postaci cyklicznych wykładów.
Bardzo ciekawy jest fragment jednego z rozdziałów, w których Tomasz Biernawski opowiada, jak to było z husarią i do czego naprawdę służyły (i w jaki sposób) skrzydła. Nie mniej ciekawe jest to, w jaki sposób Indianie powodowali końmi. No i kilka historyjek z czasów, kiedy pan Tomasz pracował przy kręceniu filmów w Mongolii. Obrazują one różnice w traktowaniu i dosiadaniu koni przez potomków Dżyngis Chana w stosunku do tego, co znane jest nam w Europie.
Kto z nas nie zrobił kiedyś czegoś takiego – obejrzał po raz drugi czy n-ty dobrze sobie znany film. Oczywiście dzieje się tak w przypadku tych dobrych, czy wręcz wybitnych filmów. Książka Piotra Dzięciołowskiego pozwala na nieco inny sposób przypomnienia sobie niektórych dobrze znanych filmów. Tym sposobem jest zajrzenie za kulisy podczas kręcenia tych filmów. Co prawda kręcenia tylko jednego rodzaju scen – z udziałem koni – ale dla koniarzy to sceny szczególnie ciekawe. Gorąco namawiam, aby tam zajrzeć. (...)